Rafał Brzoska, "rosyjski trop" i AIO SOFTWARE czyli kiedy osobisty interes spotyka się z manipulacją narracyjną
Rafał Brzoska przedstawia "rosyjski trop" w oszustwach reklamowych Meta jako potencjalne zagrożenie dla państwa. Ale czy ustalenia OSINT rzeczywiście uzasadniają tak alarmistyczną narrację? Analizujemy techniczne dowody, osobisty interes przedsiębiorcy i sposób, w jaki znane mechanizmy branży reklamowej stają się elementem medialnej opowieści.
Rafał Brzoska opublikował wpis poświęcony ustaleniom zespołu "150 proc. Stop Scam" gdzie według przedstawionych informacji badacze zidentyfikowali AIO SOFTWARE, dostawcę technologii wykorzystywanej w oszukańczych kampaniach reklamowych na platformach f-my Meta.
Firma formalnie zarejestrowana jest w Dubaju, oferuje rozwiązania do cloakingu i zarządzania ruchem, deklaruje posiadanie zweryfikowanej aplikacji Meta, a jej zaplecze organizacyjne prowadzi do Rosji. Brzoska zwrócił uwagę na znaleziony piksel trackingowy, rekrutację w Petersburgu oraz rozliczenia kryptowalutowe. Następnie zasugerował, że sprawa może dotyczyć bezpieczeństwa państwa, zakwestionował skuteczność inżynierów Meta i przypomniał o ponad 190 tysiącach podpisów pod postulatami własnej inicjatywy.
W jednym komunikacie brawurowo połączono więc wyniki analizy OSINT, rosyjskie powiązania biznesowe, potencjalne zagrożenie narodowe, odpowiedzialność globalnej korporacji oraz promocję proponowanych sankcji finansowych. To właśnie ten sposób argumentacji budzi nasze największe zastrzeżenia, bo chociaż poszczególne informacje mogą być prawdziwe, nie oznacza to, że wnioski sugerowane poprzez ich zestawienie są równie dobrze udokumentowane.
Można manipulować odbiorem rzeczywistości bez fałszowania pojedynczego faktu. Wystarczy odpowiednio dobrać informacje, wyeksponować najbardziej alarmujące skojarzenia i przemilczeć granice własnych ustaleń.
Brzoska nie jest bezstronnym analitykiem. Jest stroną konfliktu
Zacznijmy od kwestii, która powinna znaleźć się na początku każdej poważnej oceny jego wypowiedzi. Rafał Brzoska ma w sprawie oszukańczych reklam Meta osobisty interes i nie jest to spekulacja. W 2024 roku w serwisach Facebook i Instagram publikowano scam-reklamy wykorzystujące wizerunek milionera oraz jego żony, Omeny Mensah.
Sprawa doprowadziła do interwencji Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. W sierpniu 2024 roku UODO nakazał Meta czasowe ograniczenie wyświetlania takich reklam w Polsce, a amerykańska firma kwestionowała decyzje organu, jednak ostatecznie wycofała skargi. Brzoska wraz z żoną podjęli także działania sądowe przeciwko platformie.
Mamy zatem do czynienia nie z niezależnym komentatorem, lecz z osobą osobiście dotkniętą nadużyciami, zaangażowaną w spór prawny i promującą określony sposób regulowania działalności platform internetowych. Ten kontekst ma fundamentalne znaczenie. Nie dlatego, że osoba poszkodowana traci prawo do zabierania głosu. Ma je w pełni, ale dlatego, że własne doświadczenia, reputacja, interes prawny i publicznie deklarowane cele mogą wpływać na dobór argumentów oraz sposób interpretowania informacji.
Brzoska nie występuje tutaj jako neutralny arbiter - występuje jako uczestnik konfliktu, który jednocześnie próbuje przekonać opinię publiczną do własnej wizji rozwiązania problemu. Dlatego jego wypowiedzi powinny być oceniane ze szczególną uwagą, a nie automatycznie przyjmowane jako obiektywne raporty o zagrożeniach. W tym właśnie miejscu pojawia się zarzut zasadniczy - Brzoska wykorzystuje język i autorytet analizy technicznej do przedstawiania przekazu, który ma również wyraźny charakter perswazyjny i zdecydowanie nie rozdziela tych dwóch ról wystarczająco jasno.
Osobiste doświadczenie nie jest certyfikatem obiektywizmu
Nietrudno zrozumieć, dlaczego Brzoska jest szczególnie zainteresowany oszustwami. Fałszywe materiały reklamowe wykorzystujące jego nazwisko oraz wizerunek żony uderzały bezpośrednio w ich prywatność, reputację i poczucie bezpieczeństwa. Ale właśnie dlatego należy odróżnić osobiste zaangażowanie od bezstronnej oceny technicznej.
Człowiek, który od lat walczy z określoną korporacją, może mieć silne przekonanie, że korporacja ta działa nieskutecznie, nieuczciwie lub niewystarczająco zdecydowanie. Takie przekonanie może być uzasadnione, ale nie powinno jednak przesądzać interpretacji każdego kolejnego odkrycia.
Jeżeli analiza techniczna identyfikuje narzędzie trackingowe, należy zbadać jego rolę, jeżeli ujawnia powiązania organizacyjne z Rosją, należy sprawdzić ich charakter, jeżeli wykrywa technologie umożliwiające obchodzenie moderacji, należy ustalić, czy rzeczywiście wykorzystano je w konkretnych kampaniach.
Nie wolno natomiast traktować wszystkich tych elementów jako automatycznego potwierdzenia wcześniej przyjętej narracji. W naszej ocenie właśnie to ryzyko materializuje się w komunikacie Brzoski: analiza techniczna staje się podporządkowana publicystycznej tezie, a nie odwrotnie.I nie zmienia tego ani majątek przedsiębiorcy, ani liczba podpisów pod jego petycją, ani fakt, że sam padł ofiarą oszustów. Prawdziwość wniosków nie zależy od osobistej historii człowieka, który je wygłasza. Zależy od jakości dowodów.
Cloaking. Znana od lat technika przedstawiana w alarmistycznej oprawie
AIO SOFTWARE oferuje narzędzia do trackingu, filtrowania ruchu, zarządzania landing pages oraz cloakingu. To fakt. Cloaking w reklamach polega na prezentowaniu różnych treści w zależności od charakterystyki odbiorcy. W nieuczciwych zastosowaniach system moderacji może zobaczyć neutralną stronę, podczas gdy zwykły użytkownik zostanie skierowany do fałszywej oferty. Technika nie jest nowa, nie jest też specyficzna dla rosyjskich podmiotów.
Już 9 kwietnia 2020 roku Facebook ogłosił pozew przeciwko operatorowi LeadCloak, dostarczającemu narzędzia umożliwiające omijanie systemów weryfikacji reklam. W lutym 2026 roku Meta informowała o kolejnych działaniach prawnych przeciwko operatorom oszukańczych kampanii, w tym reklamodawcy z Wietnamu wykorzystującemu cloaking. Trudno więc przedstawiać identyfikację tej technologii jako odkrycie nieznanego wcześniej mechanizmu oszustw.
Owszem, ustalenie, że konkretny dostawca występuje w określonej grupie podejrzanych kampanii, może być przydatne, ale to zupełnie inna kategoria ustalenia, a Brzoska buduje komunikat w taki sposób, że znany mechanizm ad fraud zostaje osadzony w kontekście Rosji i bezpieczeństwa państwa, co nadaje mu znacznie bardziej alarmujący charakter.
Cloaking pozostaje cloakingiem niezależnie od tego, czy oprogramowanie sprzedaje firma z Dubaju, Warszawy, Petersburga czy Singapuru. Geografia dostawcy może mieć znaczenie dochodzeniowe. Nie zmienia jednak samego mechanizmu technicznego w dowód działalności wywiadowczej lub operacji hybrydowej.
Piksel trackingowy. Techniczny ślad, który urasta do rangi politycznej sensacji
Kolejnym elementem jest piksel AIO znaleziony na stronie docelowej powiązanej z podejrzaną reklamą. W branży media buying i affiliate marketing piksele, trackery oraz mechanizmy postback są podstawowymi elementami infrastruktury. Służą do atrybucji konwersji, analizowania ruchu, optymalizowania kampanii i przekazywania zdarzeń do systemów reklamowych. Podobne kategorie funkcjonalności występują w narzędziach takich jak Keitaro, Binom, Voluum czy RedTrack.
Sam fakt korzystania z trackera nie jest dowodem oszustwa - jest natomiast konkretnym artefaktem, który można wykorzystać w dalszej analizie. Problem zaczyna się wtedy, gdy znaczenie tego artefaktu zostaje rozszerzone bez proporcjonalnego materiału dowodowego. Znalezienie komponentu AIO nie dowodzi automatycznie, że firma organizowała kampanię, kupowała reklamy, zarządzała rachunkami oszustów albo uczestniczyła w podziale wyłudzonych pieniędzy.
Nie dowodzi również, że dane ofiar były przesyłane do Rosji! Co szczególnie istotne, w szczegółowym opisie raportu ScamWatch opublikowanym przez XYZ sami autorzy zastrzegają, że wykrycie piksela AIO nie stanowi dowodu cloakingu w danym przypadku ani transferu danych do Rosji.
To bardzo ważne zastrzeżenie - raport opisywany przez XYZ zawiera więcej materiałów niż pojedynczy piksel. Wskazuje również na szersze występowanie narzędzi AIO w podejrzanych kampaniach. Nie należy więc bagatelizować pracy analityków ani redukować jej do jednego skryptu. Ale skoro sami badacze uznają ograniczenia wartości dowodowej określonego artefaktu, dlaczego w publicznej narracji Brzoski tak silnie eksponuje się ten artefakt obok rosyjskich powiązań i sugestii zagrożenia narodowego?
W naszej ocenie właśnie tutaj techniczna informacja zostaje wykorzystana do zbudowania wrażenia znacznie szerszego odkrycia niż to, które samodzielnie uzasadnia i to nie jest drobne uproszczenie, to problem rzetelności przekazu.
Petersburg, Dubaj i kryptowaluty. Czyli jak buduje się rosyjskie skojarzenia
Zespół ScamWatch wskazał powiązania AIO SOFTWARE z AIO Tech działającą w Petersburgu. Według materiałów opisanych przez XYZ chodzi między innymi o wspólnych przedstawicieli, ogłoszenia rekrutacyjne, działalność na rosyjskim rynku oraz wynagrodzenia oferowane w USDT.
Te ustalenia mają znaczenie i w żadnym razie nie należy ich ignorować. Jednak geograficzne i organizacyjne powiązania z Rosją nie są tożsame z atrybucją państwową. Przedsiębiorstwo może prowadzić działalność z Rosji, zatrudniać rosyjskojęzycznych pracowników i przyjmować płatności kryptowalutowe, nie realizując operacji na zlecenie rosyjskich służb. Może też uczestniczyć w nielegalnych działaniach bez udziału państwowego sponsora.
To nie są sprzeczne możliwości, to odrębne hipotezy wymagające odrębnych dowodów. Tymczasem Brzoska zestawia rosyjskie powiązania AIO z możliwością zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Nie przedstawia przy tym publicznie dowodów łączących badane kampanie z FSB, GRU, innymi rosyjskimi instytucjami państwowymi ani udokumentowaną strukturą prowadzącą operację wpływu. Oczywiście nie oznacza to, że takie związki nie istnieją, oznacza, że ich nie wykazano w zaprezentowanym materiale.
I nie ma żadnego powodu, aby tę lukę dowodową wypełniać emocjonalnymi skojarzeniami. Rosyjski ślad biznesowy nie jest automatycznie rosyjską operacją państwową i zawodowy analityk powinien rozumieć tę różnicę. Osoba publiczna przedstawiająca wyniki jego pracy również powinna ją jasno komunikować.W przekazie Brzoski granica zostaje rozmyta. Nie poprzez jednoznaczne oskarżenie rosyjskich służb, lecz poprzez odpowiednią kolejność informacji i sugestię znacznie poważniejszego zagrożenia.
To klasyczny mechanizm perswazyjny: odbiorca ma sam dopowiedzieć sobie możliwie alarmujący scenariusz. A nadawca formalnie pozostaje przy stwierdzeniu, że zagrożenie jedynie może istnieć.
"Co robiły tysiące inżynierów Meta?" Pytanie, które manipuluje założeniem
Brzoska zestawia ustalenia niewielkiego zespołu ScamWatch z zasobami inżynieryjnymi Meta. Sugeruje w ten sposób, że skoro jego eksperci znaleźli AIO, to globalna platforma albo nie potrafiła tego zrobić, albo nie reagowała na problem. Ale czy wiadomo, że Meta nie znała AIO? Nie. Czy przedstawiono dowody, że platforma nigdy wcześniej nie analizowała tego dostawcy? A no też nie. Czy wiadomo, jakie wewnętrzne dochodzenia prowadzono, jakie sygnały zebrano i jakie ograniczenia techniczne lub prawne występowały? Również nie. W takim razie na jakiej podstawie samo odkrycie ScamWatch ma świadczyć o niewiedzy tysięcy inżynierów?
To błąd logiczny polegający na wyciąganiu wniosku z braku publicznej informacji o określonym działaniu. Meta od lat rozwija systemy wykrywania cloakingu i podejmuje działania prawne wobec jego operatorów. To nie znaczy, że robi to wystarczająco skutecznie. Oznacza jedynie, że przedstawianie znanej technologii jako czegoś, czego inżynierowie Meta rzekomo nie zauważyli, jest nieuprawnione. Co więcej, istnieją znacznie poważniejsze podstawy do krytyki samej platformy.
Reuters w listopadzie 2025 roku opisał wewnętrzne dokumenty Meta wskazujące na ekonomiczne znaczenie oszukańczych reklam i innych niedozwolonych produktów oraz potencjalny konflikt między przychodami a egzekwowaniem zasad bezpieczeństwa. Meta zakwestionowała interpretację tych dokumentów i sposób wyliczania wskazanych szacunków. To materiał pozwalający analizować rzeczywistą odpowiedzialność platformy.
Tymczasem Brzoska wybiera pytanie retoryczne, które przede wszystkim kontrastuje skuteczność jego własnego zespołu z rzekomą bezradnością technologicznego giganta. Takie zestawienie dobrze wygląda w mediach społecznościowych. Nie zastępuje jednak audytu systemów detekcyjnych ani dowodu zaniedbania w konkretnej sprawie.
Osobisty konflikt, petycja i "150 proc.". Przypadkowe połączenie?
Spójrzmy na strukturę komunikatu Brzoski. Najpierw wskazanie AIO. Potem Rosja. Następnie potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa państwa. Później publiczne zakwestionowanie skuteczności Meta, a na końcu przypomnienie o własnej inicjatywie "150 proc. Stop Scam", liczbie podpisów oraz postulacie sankcji finansowych.
To nie jest struktura typowego raportu technicznego, to raczej struktura komunikatu perswazyjnego gdzie poszczególne informacje prowadzą odbiorcę od konkretnego ustalenia technicznego do szerszej oceny zagrożenia, a następnie do gotowej propozycji rozwiązania problemu. I właśnie ten sposób przedstawienia sprawy należy poddać szczególnej krytyce. Brzoska jest jednocześnie osobą poszkodowaną, stroną sporu z Meta, inicjatorem kampanii i promotorem rozwiązań finansowo-regulacyjnych.
Nie działa więc w tej debacie z pozycji osoby pozbawionej własnego interesu. Nie ma niczego nagannego w publicznym reprezentowaniu własnego interesu. Problem zaczyna się wtedy, gdy komunikat rzecznika określonego rozwiązania zostaje przedstawiony w oprawie sugerującej neutralną ekspertyzę. Osobisty interes nie dowodzi kłamstwa. Ale odbiera podstawy do automatycznego przypisywania jego wypowiedziom bezstronności. W naszej ocenie Brzoska wykorzystuje ustalenia OSINT do wzmacniania wcześniej przyjętego przekazu o odpowiedzialności Meta i potrzebie zaostrzenia sankcji.
Nie wynika z tego, że odkrycia ScamWatch są fałszywe. Wynika natomiast, że publiczna interpretacja tych odkryć wymaga niezależnego sprawdzenia, a nie przyjmowania na wiarę. Nie można przecież jednocześnie występować jako strona sporu, promować własnego rozwiązania i oczekiwać, że odbiorcy potraktują każdą alarmistyczną sugestię jak bezinteresowny wniosek ekspercki.
Jeszcze jeden kontekst: kto finansuje medium opisujące tę historię?
Warto również zwrócić uwagę na kwestię przejrzystości źródeł. Portal XYZ, który opublikował szczegółowy opis raportu ScamWatch, zamieścił pod materiałem informację, że fundusz RiO należący do Rafała Brzoski jest inwestorem w XYZ. Redakcja ujawnia tę relację otwarcie. Nie jest to dowód na ingerencję Brzoski w treść artykułu ani na brak niezależności dziennikarza aczkolwiek jest to natomiast istotna informacja pozwalająca czytelnikowi zrozumieć powiązania ekonomiczne otaczające publikację.
W tej sprawie mamy więc przedsiębiorcę prowadzącego osobisty spór z Meta, inicjatywę promującą konkretne sankcje i medium opisujące ustalenia zespołu, w którym inwestorem jest fundusz tego samego przedsiębiorcy - każdy z tych elementów można oceniać osobno. Właśnie dlatego potrzebna jest transparentność i niezależna weryfikacja danych. Im silniejsze interesy osobiste, finansowe i wizerunkowe towarzyszą określonej narracji, tym ważniejsze staje się oddzielenie informacji od perswazji, a nie tym większa powinna być gotowość do bezkrytycznego przyjmowania jej założeń.
Największa manipulacja: z faktów technicznych powstaje opowieść, której nie udowodniono
Wróćmy do istoty problemu. AIO SOFTWARE istnieje. Oferuje oprogramowanie umożliwiające cloaking i tracking. Według przedstawionych materiałów jej technologie wykryto w oszukańczych kampaniach reklamowych. Istnieją udokumentowane powiązania organizacyjne AIO z Rosją, a samo AIO deklaruje integrację z Meta. To fakty i ustalenia, które można analizować, ale z tych informacji nie wynika automatycznie, że firma steruje całością scamów na polskim Facebooku, prowadzi operację na rzecz rosyjskiego państwa albo że Meta nigdy wcześniej jej nie identyfikowała.
W przekazie Brzoski poszczególne elementy zostają połączone tak, aby sugerować większe i bardziej alarmujące zagrożenie - to właśnie stanowi zasadniczy problem. Nie chodzi o to, że Brzoska nie ma prawa podejrzewać poważniejszych powiązań. Ma. Nie chodzi też o to, że jego zespół nie powinien prowadzić OSINT. Powinien, zwłaszcza jeśli dysponuje odpowiednią wiedzą i narzędziami. Chodzi o sposób prezentowania wyników.
Rzetelna analiza mówi w tym przypadku tak - zidentyfikowaliśmy określone zależności, dysponujemy takimi dowodami, tego jeszcze nie wiemy, a te hipotezy wymagają dalszego potwierdzenia. Komunikat perswazyjny mówi mniej - wiecej tak: znaleźliśmy rosyjski trop, sprawa może dotyczyć bezpieczeństwa państwa, globalna korporacja nie radzi sobie z problemem, poprzyjcie nasze rozwiązanie.
Między tymi sposobami komunikacji istnieje fundamentalna różnica. Pierwszy służy weryfikacji rzeczywistości. Drugi służy przekonywaniu odbiorców do określonej interpretacji. W naszej ocenie Brzoska zdecydowanie zbyt mocno przesuwa ciężar swojej wypowiedzi w stronę tego drugiego podejścia.
10. Walka z oszustwami nie daje immunitetu od krytyki
Brzoska ma prawo walczyć z Meta, ma prawo dochodzić swoich praw, ma prawo domagać się zaostrzenia odpowiedzialności za oszukańcze reklamy, ma również prawo finansować inicjatywy badawcze, angażować ekspertów i publikować ich ustalenia, ale żadne z tych uprawnień nie oznacza, że jego publiczne wypowiedzi powinny pozostawać poza krytyką. Wręcz pzreciwnie. Jeżeli przedsiębiorca o ogromnym zasięgu medialnym przedstawia sprawę w kategoriach bezpieczeństwa narodowego, odbiorcy mają prawo oczekiwać szczególnej precyzji.
Jeżeli sugeruje poważne zagrożenia wynikające z rosyjskich powiązań, powinien jasno wskazać, które zależności zostały dowiedzione, a które pozostają hipotezą. Jeżeli publicznie kwestionuje skuteczność tysięcy inżynierów, powinien wykazać podstawy tego zarzutu. Jeżeli promuje własne rozwiązania regulacyjne, powinien jasno oddzielać argumenty techniczne od działalności rzeczniczej. Nie wystarczy, że sprawa jest społecznie ważna. Nie wystarczy, że intencje deklarowane przez autora są szlachetne. I nie wystarczy, że autor sam stał się ofiarą oszustwa. Ofiara nadużycia może mieć rację co do istnienia problemu i jednocześnie przedstawiać go w sposób tendencyjny. Jedno nie wyklucza drugiego.
Brzoska ma prawo walczyć z Meta. Nie ma prawa oczekiwać bezkrytycznego przyjmowania swojej narracji
Sprawa AIO SOFTWARE pokazuje rzeczywisty problem oszukańczych reklam, technologii umożliwiających obchodzenie moderacji i odpowiedzialności platform internetowych. Pokazuje również, że międzynarodowe zaplecze technologiczne może być wykorzystywane przez operatorów oszustw, a jego identyfikacja jest ważnym elementem dochodzeń OSINT.
Jednak sposób, w jaki Rafał Brzoska przedstawia tę historię, budzi poważne zastrzeżenia. W naszej ocenie jego komunikat nie jest neutralnym podsumowaniem ustaleń technicznych. To perswazyjna konstrukcja, w której rosyjskie powiązania, kryptowaluty, cloaking, bezpieczeństwo narodowe i odpowiedzialność Meta zostają zestawione w sposób maksymalizujący alarmujący wydźwięk.
Jednocześnie autor tego przekazu jest osobiście zaangażowany w spór z platformą i prowadzi własną inicjatywę postulującą określone zmiany regulacyjne. Ten kontekst nie jest drobiazgiem. Jest niezbędny do właściwej interpretacji jego wystąpień. Brzoska nie musi świadomie kłamać, aby jego przekaz wprowadzał odbiorców w błąd. Wystarczy, że pomiędzy ustaleniami a sugestiami przestaje wyraźnie stawiać granice.
I właśnie to krytykujemy - bo nie można wymagać od Meta przejrzystości, odpowiedzialności i rzetelności, a jednocześnie samemu posługiwać się alarmistycznymi skojarzeniami zamiast precyzyjnej argumentacji. Nie można również traktować osobistego doświadczenia bycia ofiarą jako dowodu bezstronności.Rafał Brzoska ma pełne prawo reprezentować swoje interesy. Ale odbiorcy mają równie pełne prawo oceniać jego wypowiedzi jako stanowisko strony konfliktu, a nie jako ostateczną ekspertyzę dotyczącą cyberzagrożeń. W cyberbezpieczeństwie nie wystarczy znaleźć rosyjski trop. Trzeba jeszcze udowodnić, dokąd prowadzi. I żadna liczba podpisów pod petycją, żaden majątek ani żadna medialna popularność nie zastąpią tego dowodu.
Komentarze (1)